piątek, 8 sierpnia 2014

Prolog.

Perspektywa Katheryn
Wreszcie ucieczka od rzeczywistości. Wreszcie mogę spokojnie usiąść w fotelu na ganku w domu rodziców. Na chwilowe "wakacje" (jeżeli tak to można nazwać) przyjechałam tutaj, do Puerto Rico, tylko po to, żeby przez siedem dni nie robić nic. Kompletnie nic. Ale szczęście nie trwa wiecznie, więc godzinę przed okazją do "wyłowienia" mnie z domu zabrałam tylko telefon w razie potrzeby kontaktu z rodziną lub kimś innym i wyszłam do lasu. Zawsze tam chodziłam z tatą. Teraz, kiedy żyję swoim życiem trudno gdziekolwiek z nimi wyjść. Na szczęście tutaj, tylko kilka osób do mnie podeszło.
Perspektywa James'a
Zabrałem kurtkę z oparcia fotela i wyszedłem z domu. Póki jeszcze jest jasno wytropię zwierzęta, a kiedy się ściemni zapoluję na nie. Potem obedrę je ze skóry i sprzedam kilka z nich. W lesie wyciągam łuk i sztylet z pustego pnia, który pokazał mi ojciec zanim umarł podczas napadu na firmę. Od tamtej pory muszę sam utrzymywać jedenastoletniego brata i mamę. Kiedy zaszedłem w las trochę głębiej zobaczyłem dziewczynę. Przygotowany do ataku podszedłem do niej.
-Ładnie to tak z łukiem na obcych ludzi podchodzić?-zaśmiała się. Dopiero teraz zacząłem kojarzyć ją z telewizji. Blond włosy, ciemne oczy. Dziewczyna wywodząca się z naszego miasta, której nienawidziłem i równie dobrze mógłbym ją teraz zabić i uciec. Opuściłem łuk, a ona poklepała miejsce obok siebie. Dopiero teraz zauważyłem, że siedzi na przewróconym drzewie. Zapewne zostało przewrócone przez wiatr podczas ostatniej burzy. Usiadłem obok niej.
-Myślałem, że spotkam po drodze jakieś zwierzę, które zabiję.
-Polujesz?-spojrzałem na nią. Nie, przyszedłem tak sobie zabić kilka zwierząt.
-Tak. Potem sprzedaję kilka zdobyczy i mam pieniądze na życie.-pokiwała głową. No tak, bo ona ma wszystkiego pod dostatkiem.-Wiem, że ciebie to nie obchodzi.
-Powiem ci, że się mylisz. Jesteś tu sam? W sensie w mieście.
-Nie. Mieszkam jeszcze z matką i bratem. A tak ogółem to James jestem.
-Katheryn-podała mi rękę. Miałem ochotę ją uścisnąć, ale przypomniały mi się słowa ojca "Kiedy poznasz dziewczynę pocałuj zewnętrzną stronę jej dłoni. To będzie świadczyć, że cię dobrze wychowano". I właśnie to zrobiłem. Uśmiechnęła się. Zapewne pomyślała, że nie wiem o jej sukcesie, i że traktuję ją jak normalną osobę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz